|
Łk 3,15-16.21-22
W kościołach choinki skrzą się tysiącami światełek. Śpiewamy jeszcze
kolędy. Czas jednak pędzi. Dwa tygodnie temu witaliśmy z pasterzami
małego Jezusa w stajni betlejemskiej, a dziś widzimy Go już dorosłego.
Przychodzi nad Jordan, gdzie Jan udziela chrztu nawrócenia.
Chrzest Jana nie był sakramentem. Był zewnętrznym znakiem uczynionego
przez grzesznika postanowienia poprawy, nawrócenia. Chrzciciel głosił, że
w ten sposób należy przygotować się na spotkanie z nadchodzącym
Mesjaszem. Chrzest od Jana przyjmowali najrozmaitsi ludzie: żołnierze,
celnicy, sprzedajne dziewczęta, faryzeusze i inni. Dzieliło ich wiele,
łączyło jedno: poczucie grzeszności i chęć nawrócenia.
Wśród tych wszystkich ludzi znalazł się pewnego dnia Jezus z Nazaretu.
Nie był wtedy jeszcze znaną postacią. Tu miała się rozpocząć Jego
publiczna działalność. Wszedł, jak inni, w wody Jordanu, by prosić Jana o
chrzest. On jeden jedyny z całego tłumu, kłębiącego się nad brzegiem
rzeki, tak naprawdę janowego chrztu nie potrzebował. Był przecież bez
grzechu. Więcej - był Mesjaszem! Dlaczego zatem wszedł tamtego dnia do
rzeki?
Żydzi przez wieki całe wyczekiwali przyjścia Pomazańca Bożego. Czas
upływał, coraz to nowe nieszczęścia spotykały Naród Wybrany. Rzadko kiedy
Izraelici mogli cieszyć się prawdziwą wolnością. W czasach Pana Jezusa
byli pod okupacją rzymską. W takich okolicznościach coraz większą siłę
przebicia miała idea Mesjasza - Władcy, który przyjdzie, by wyzwolić
naród izraelski z niewoli politycznej. W takiej atmosferze pojawił się
Jezus z Nazaretu, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Miał On jednak w
sposób zupełnie inny, niż się tego spodziewali Żydzi, wypełnić Bożą
obietnicę o Mesjaszu. Miał On wziąć na siebie największy z ludzkich
ciężarów - ciężar grzechu. Ciężar, od którego żaden człowiek własnymi
siłami uwolnić się nie potrafi.
Jezus wszedł do Jordanu, by wziąć na siebie wszystkie grzechy, które
„spływały” w wody rzeki wraz z chrztem janowym. Był to jednak początek
drogi. Jej zakończeniem miał się stać krzyż. Tam Zbawiciel zaniósł
grzechy wszystkich ludzi, wszystkich czasów, narodów, języków. Tam
dokonało się odkupienie. To, co zaczęło się w Jordanie, miało swoje
wypełnienie na krzyżu. Początek drogi i jej koniec.
Kiedy dzisiaj patrzymy na chrzest Jezusa w Jordanie, kiedy w perspektywie
widzimy już Jego krzyżową ofiarę, wróćmy myślą i modlitwą do skutków,
jakie wniósł w nasze życie sakrament chrztu św., który przyjęliśmy przed
laty. Jak wykorzystujemy dar, wysłużony dla nas przez Zbawiciela na
drzewie krzyża?
ks. Janusz Giera
Opiekun nr 69 |