Nie usiłujmy pozbyć się Pana jak kamyka z buta.św. Jan Maria Vianney

30.05.2013: Nauczanie Biskupa Stanisława Napierały

Ukryty w Eucharystii Bóg daje nam siebie i przychodzi zobaczyć nas w naszym życiu społecznym i publicznym

 

Ukryty w Eucharystii Bóg daje nam siebie i przychodzi zobaczyć nas w naszym życiu społecznym i publicznym

(Słowo Boże Biskupa Stanisława Napierały podczas Mszy św. na Rynku
w Ostrowie Wielkopolskim w Boże Ciało, 30 maja 2013 r.)


 

I

Ukryty w Eucharystii Bóg

 

          Obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie znamionuje ukrycie. Widzimy postacie eucharystyczne – chleb i wino. Jezusa nie widzimy. Nie widzimy, ale wierzymy, że „w tej Hostyi jest Bóg żywy”; jest prawdzie obecny Jezus Chrystus – Ten przez którego wszystko się stało, Ten który jest Panem dziejów, Król wszechświata, Król wiecznej chwały.

          Eucharystyczne ukrycie sprawia niekiedy ludziom trudność, by wierzyć w rzeczywistą obecność Boga w Eucharystii. Odważmy się postawić pytanie, dlaczego to ukrycie? Co ono oznacza i dla ludzi i dla Jezusa.

          Dla ludzi oznacza tajemnicę. Widzimy chleb, tylko chleb. Gdy Go spożywamy, doznajemy smaku chleba, tylko chleba. A mówimy, że jest to Ciało Chrystusa. Czyż o tej trudności Jezus nie wiedział? Dlaczego przyjął ukrycie? Dlaczego uczynił je formą swojej obecności z ludźmi aż do końca świata?

          Szukając odpowiedzi, przypomina się dość często pojawiająca się w Objawieniu prawda o Bogu ukrytym. Kardynał Józef Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, napisał: „Na tej ziemi Bóg pozostaje ukryty i nie można Go odnaleźć inaczej, jak tylko w ukryciu”(O sensie bycia chrześcijaninem, Kraków 2006, str. 39). Bóg ukryty – Deus absconditus. Prawdzie o Bogu ukrytym towarzyszy w Biblii przekonanie, że nie można zobaczyć Boga takim jaki jest i pozostać przy życiu. Stanie się to możliwe dopiero po śmierci. Dopóki żyjemy na ziemi możemy „widzieć” Boga, jeśli słowo „widzieć” jest tu właściwe, tylko we wierze, a więc w ciemności, jakby „po omacku”. Dopiero po śmierci ujrzymy Go twarzą w twarz.

          W eucharystycznym ukryciu Jezus uniżył Siebie bardziej niż w czasie publicznej działalności na ziemi, bardziej niż w Męce i śmierci na krzyżu. W eucharystycznym ukryciu Jezus ogołocił Siebie nie tylko z blasku chwały Bożej, lecz nawet z wyglądu człowieka. Ukrył zarówno swoje bóstwo, jak i człowieczeństwo. Zostawił tylko postacie chleba i wina, aby one były widzialnym znakiem Jego obecności.

          Eucharystyczne ukrycie, wybrane przez Jezusa, jest ostatecznie wyrazem miłości, którą Bóg nas umiłował, do końca umiłował.

 

II

Ukryty w Eucharystii Bóg daje nam siebie jako pokarm.

           

          Eucharystia była głębokim pragnieniem Jezusa, które towarzyszyło Mu w czasie całej publicznej działalności. Jezus mówił o Eucharystii i przygotowywał uczniów na nią. Szczególnym momentem i okazją do tego stał się cud rozmnożenia chleba. Ludzie, widząc cud, chcieli Jezusa obwołać Królem. W tym celu Go szukali, gdy On niepostrzeżenie usunął im się z oczu. „Szukacie mnie dlatego, żeście jedli chleb do sytości – odezwał się Jezus. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6, 26-27). I dodał: „Jam jest chleb życia…jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 48.51).
Na to rzekli Żydzi: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” (J 6,52). Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego, i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne” (J 6, 53-54).

          „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? (J 6,60). „Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6,66). Zostało Dwunastu. Rzekł do nich Jezus:
„Czy i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli…” (J 6, 66-69).

          A myśmy uwierzyli…Piotr i pozostali Apostołowie też nie rozumieli, jak Jezus może dać Ciało swoje na pokarm. Nie rozumieli, bo to, co mówił przerasta możliwości poznawcze rozumu. Nie rozumieli, ale uwierzyli Jezusowi, że prawdą jest to, co im powiedział. Uwierzyli, że Ciało Jezusa w Eucharystii jest prawdziwym pokarmem, a Krew Jego prawdziwym napojem. Uwierzyli, że tak jest naprawdę, ponieważ Jezus jest Bogiem, a dla Boga  wszystko jest możliwe.

          A my? Nam: „wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój, bo tu już nie ma chleba, to Bóg, to Jezus mój.”

 

III

Ukryty w Eucharystii Bóg przychodzi zobaczyć nas w naszym życiu społecznym i publicznym.

           

          „Zróbcie Mu miejsce Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się jego dzieciom powodzi”. Słowa pieśni z XVIII w. brzmią już staromodnie, ale myśl w nich zawarta jest aktualna i ważna.

          Jezus w Najświętszym Sakramencie wychodzi dziś ze świątyń, by poniekąd zobaczyć nasze życie społeczne i publiczne. Jak się powodzi nam ludziom początku trzeciego tysiąclecia?

          Różnie się powodzi. Jednym dobrze, a nawet bardzo dobrze. Innym źle i coraz gorzej. Wielu żyje w dostatku i luksusie, wielu w biedzie, lub w nędzy. Na tych ostatnich zwraca oczy świata nowy Papież – Ojciec Święty Franciszek. Zdaje się On wołać, więcej gestami niż słowami: Uważajcie na biednych! Nie zapominajcie o nich! Są ludźmi tak, jak wy.

          Jak nam się powodzi? Na początku trzeciego tysiąclecia najbardziej chyba uderza jakiś wielki chaos, zamęt, zagubienie. Jakby ludzie stracili rozum. Zamęt widać przede wszystkim w sferze moralnej. Wielu, zwłaszcza wśród postawionych wysoko w hierarchii społecznej, przestaje liczyć się z normami moralnymi i z przykazaniami. Ignorują je lub wprost odrzucają. Idąc za modą, jako cel życia stawiają zabawę, rozrywkę, przyjemność, połączone zazwyczaj ze zmysłowością.

          Jak nam się powodzi? Jest nas Polaków coraz mniej. Polska wymiera. Polska ma aktualnie jeden z najniższych wskaźników dzietności w świecie. Przed wejściem do Unii Europejskiej pojawiły się głosy o rzekomym limicie dla liczby Polaków. Miałby on wynosić dwadzieścia milionów. Kilka dni temu słyszeliśmy w przekazie telewizyjnym, że liczba Polaków w nieodległej przyszłości może spaść do szesnastu milionów.

          Różne są przyczyny niepokojąco niskiej dzietności w Polsce. Ubóstwo i bieda dużej części społeczeństwa. Na pewno tak, ale nie tylko. Duży wpływ ma propaganda godząca w małżeństwo i w rodzinę, zwłaszcza w rodzinę wielodzietną. Propaganda zachwalająca aborcję, rozwody, związki jednopłciowe, związki partnerskie bez ślubu, czy nawet kontraktu cywilnego.

          Na tym tle pragnę wspomnieć coś pięknego i głęboko ludzkiego. Myślę o matce, którą TV polska pokazała w pierwszym programie, w czasie „Wiadomości” w Dniu Matki. Urodziła  ona dwoje dzieci, mimo niebezpieczeństwa utraty wzroku. Oczywiście, lekarze radzili jej aborcję. Gdy urodziła pierwsze dziecko, jeszcze coś widziała. Gdy urodziła drugie, straciła wzrok. Ani na chwilę nie żałuje swej decyzji. Ma wielką radość z bycia matką. Jest szczęśliwa. Promieniuje z niej ciepło, dobroć, urok kobiecego człowieczeństwa.

          Chwała Telewizji! Chwała tym, którzy odważyli się pokazać taką kobietę, taką matkę, taką Polkę!

          Pokazujcie w Telewizji przykłady piękna macierzyństwa i ojcostwa zamiast wynaturzeń i dziwactw. Będzie to służyło budowaniu klimatu prawdziwie przyjaznego rodzicielstwu i rodzinie.

          Zagubienie, chaos, zamęt, i przede wszystkim postępujący zanik moralności w życiu społecznym i publicznym, są pochodnymi upadku wiary. Ludzie żyją jakby Boga nie było, jakby On im przeszkadzał, jakby był im niepotrzebny.

          A Bóg? Bóg dopuszcza, by człowiek Go odrzucał i urządzał sobie życie bez Niego. Bóg niekiedy zostawia człowieka sobie samemu. I to jest  największa kara. Człowiek bowiem bez Boga zaczyna postępować i zachowywać się irracjonalnie, wbrew rozumowi. Wpada w zaślepienie, pod wpływem którego zaczyna uważać to, co nienormalne za postęp i nowoczesność, a to, co normalne, za przestarzałe i zacofane. Czyż postępem można nazwać związek dwóch panów lub związek dwóch pań, żyjących ze sobą wbrew naturze na sposób małżeński?  Czyż jest to normalne? A jakie zaślepienie ogarnia tych, którzy takie związki chcieliby legalizować, a nawet byliby gotowi karać każdego, kto ośmieliłby się wypomnieć im zaślepienie i głupotę?

          Najbardziej bolesne jest jednak milczące przyzwolenie społeczeństwa na tego rodzaju irracjonalne zachowania i postępowanie. A przecież zdecydowaną większością w naszym społeczeństwie są katolicy. Dlaczego milczymy? Milczymy, bo pełne arogancji wypowiedzi medialne tzw. autorytetów zamykają nam usta; milczymy bo ulegamy presji wielkich tego świata, bogatych i wpływowych; lękamy się ich zemsty, pozbawienia pracy, ośmieszenia; milczymy bo tak robią za granicą w najbogatszych państwach; milczymy bo tak podpowiadają  sondaże na zamówienie. Milczymy, bo osłabła wiara nasza. Trzeba nam odnowić się w wierze! Trzeba duchowo zmartwychwstać! Trzeba być sobą! Trzeba więcej słuchać Boga niż ludzi.

           

Bracia i Siostry!

          W znaku ukrycia, pod eucharystycznymi postaciami, idzie dziś drogami i ulicami miast, osiedli, wsi, Pan z nieba. Idzie zobaczyć jak nam się powodzi w ziemskiej drodze do ojczyzny niebieskiej. Zróbmy Mu miejsce! Otwórzmy Mu drzwi naszych serc! Nie lękajmy się Go przyjąć! Nie lękajmy się Go wyznać! Tylko On jest Panem.
          Tylko On daje życie, które jest pełnią życia, pełnią radości i pełnię szczęścia; które jest niebem.

Najnowsze

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK